Zawsze
mówiła, że szyć, wyszywać, robótkować będę póki mi oczu starczy. Nie
upatrywałam innego źródła przymusowej abstynencji. Przeoczyłam symptomy i
teraz mam zakaz trzymania igły. Na razie chwilowy, do złagodzenia
objawów. Chyba, że nie ustąpią to pod nóż i długotrwały odwyk....
Na razie łykam leki, zakładam stabilizator, oszczędzam rękę i ganiam ze skierowaniami po medykach, a w między czasie sięgam do szuflady po stare niedokończone i nie publikowane prace. Wykańczam, sklejam, opisuje i szykuje dla Was posty. Bohaterem dzisiejszego jest moja wesoła gromadka z kolorowego zoo.
Na razie łykam leki, zakładam stabilizator, oszczędzam rękę i ganiam ze skierowaniami po medykach, a w między czasie sięgam do szuflady po stare niedokończone i nie publikowane prace. Wykańczam, sklejam, opisuje i szykuje dla Was posty. Bohaterem dzisiejszego jest moja wesoła gromadka z kolorowego zoo.
Założenia były ambitniejsze, zwierząt miało być więcej, ale jak zawsze i wszystko zostało zweryfikowane przez życie. Myślę, że i tak jest nieźle.



























