O mnie

Moje zdjęcie

Jestem zodiakalnym Bliźniakiem z krwi i kości. Pełnym ciepła, serca i jednocześnie złośliwości i burzy wewnętrznej. Potrafię kochać na zabój i znienawidzić jednocześnie. Wszystko - człowieka, sytuację, pracę, hobby. Uwielbiam książki za ich zapach, szelest kartek i tajemnicę ukrytą pomiędzy okładkami. Godzinami wyszywam, robię na szydełku - robótkuję. Jestem wsiowo - leśna kobita, która  mieszkając w mieście czułaby się jak szczur w za małej klatce.

wtorek, 25 września 2018

11 111

 Moment przeskoczenia licznika na pięciocyfrowy przeszedł bez echa, ale możne jest ktoś chętny do łapania jedynek?



Fotografie wraz z danymi korespondencyjnymi (imię, nazwisko, adres, poczta)  i  krótką notką na swój temat (poznając Was lepiej łatwiej będzie mi dobrać niespodziankę) proszę przesyłać na adres: agata.gurboda@gmail.com. W temacie proszę wpisać: Konkurs 11.111.

Zapraszam do zabawy.

poniedziałek, 24 września 2018

Czarnogórskie szlaki rękodzielnicze

Przez ostatni tydzień łapałam promyki słoneczne nad Zatoką Kotorską (Boka Kotorska) w Czarnogórze. Oczywiście poza podziwianiem piękna przyrody i kąpielami w morzu, wypatrywałam dowodów na rękodzieło w każdym zakątku świata.
Pierwszy dowód znalazłam podczas rejsu po Zatoce, a była to torebka ozdobiona haftem krzyżykowym.  Jak się okazuje jest to perełka zakupiona w jednej z polskich sieciówek odzieżowych, ale robi wrażenie.
W trakcie rejsu zrobiliśmy przystanek na Wyspie Matki Boskiej na Skale. Jest to sztuczna wyspa, usypana przez mieszkańców Perastu. W zbiorach pięknie zdobionego kościoła znajduje się między innymi obraz wotywny żony marynarza, która podczas 25 lat oczekiwania na powrót męża z wyprawy tkała obraz. A tkała go ze złotych i srebrnych nitek oraz z ...własnych włosów. Moje zdjęcie ni jak nie oddaje rzeczywistości. Do lepszego odsyłam tu.
Kolejny dzień spędziłam w Starym Barze na zwierzaniu ruin pozostałych po wielkim trzęsieniu ziemi.  W jednej z restauracyjek, serwującej ożywczą lemoniadę natrafiłam na obraz wyszywany półkrzyżykami. Stanowił on niezwykle oryginalną ozdobę ... toalety.
W sklepikach, straganach i przyulicznych kramikach można było wypatrzeć perełki rękodzielnicze. Mi najbardziej przypadły do gustu woreczki lawendowe oraz mydełka na bazie oliwy z oliwek.

 
Stary Bar, poza swoim pięknem historycznym, zyskał moją sympatię głownie przez miłość do kotów...
Hmmm... czy wyroby gastronomiczne można uznać za rękodzieło? Już kiedyś to rozkminialiśmy, więc z czystym sercem przedstawiam Wam fotkę z czarnogórskiego bazaru, a na nim same smakołyki - marmolady z figi, granatu i innych owoców, miody, oliwa, rakija i loza. Wszystko pięknie zapakowane w słoiczki i butelki przyozdabiane w etykietki i zawieszki wykonane ręcznie .
 Ostatnia wakacyjna fotka to bawełniane torebki. Może nie jest to ręczna robota, a raczej fabryczna masówka, ale ten wszechobecny motyw czarnego kota nie mógł być przeze mnie nie zauważony.


piątek, 21 września 2018

Szydełkowe rozetki

Pamiętacie wielkanocnego zajączka z postu Szydełkowe świętowanie? Pozostało mi po nim dość sporo włoczki (YarnArt Eamin). Postanowiłam z niej wyczarować kwiatki - rozetki - śnieżynki.

 Powstał komplet szarych i białych elementów w trzech wielkościach, ale o podobnym wzorze.
 Jeszcze nie do końca jestem pewna ich przeznaczenia. Na razie lądują do szuflady "na potem". Choć nie powiem - biegają mi juz po głowie różne pomysły na ich wykorzystanie.
Może ozdoba okna na zimę? Może dekoracja stołu wigilijnego? Może elementy na poszewkach na jaśki? Może kartki okolicznościowe? Prędzej czy później, w takiej lub innej formie wyjdą z szuflady i pokażą się Wam w całej okazałości....

wtorek, 18 września 2018

Zabawa kolorami

Przytłoczona trochę pastelowością i bledością "Pastelowych róż" postanowiłam wprowadzić do swoich prac trochę kolorytu i wyrazistości. To trochę to może zbyt delikatne słowo, zwłaszcza w kontekście fotki poniżej...

Macie jakieś pomysły co to będzie? Co się szykuje?

piątek, 14 września 2018

Pastelowe róże - coraz bliżej finiszu

Obraz tworzy się długo. Czasem bardzo długo, ale każdy kolejny krzyżyk przybliża nas do finiszu i cieszy oko. Jestem już za połową, więc rzec by można - lecimy z górki. I tak właśnie będzie... jak tylko uporam się z ciemną zieleniną liści. Mnogość odcieni i symboli jest słabo widoczna na wydruku, a wyszywanie z pliku pdf wyświetlonego na ekranie smartfona nie jest przyjemne.

 Wielomiesięczne wyszywanie obrazu ma też swoje plusy - wypływa na kreatywność. Podczas wyszywania obrazów zazwyczaj przechodzę ewolucję i skomplikowany proces twórczy usprawniania sobie pracy i przechowywania używanych nici. Dawniej trzymałam bobinki na metalowym kółku, a każde niepotrzebne (w danej chwili) pasemko ściągałam z igły i nawijałam na bobinkę. Teraz motki przechowuję w małym pudełku na śrubki, a na kawałku styropianu przytwierdzam listę kolorów i wbijam obok niej igły z nieużywanymi obecnie kolorami.
 Mam nadzieje w ciągu najbliższego miesiąca skończyć te obraz, bo już z z niecierpliwością czeka na mnie nowy projekt. Bardzo kolorowy projekt.